Dyrekcja Rejonowej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu zarzuca dwóm ratownikom wszczęcie awantury na psychiatrycznej izbie przyjęć przy ul. Szpitalnej. Jeden z nich miał szarpać się z lekarzem. Ratownicy twierdzą, że to nieprawda. Przeciwko ich zwolnieniu protestowało wczoraj 50 pracowników pogotowia.
Wersja dyrekcji jest taka: 21 marca dwóch ratowników medycznych - Aleksander Pawlak i Marcin Zieliński - zabrało z torowiska przy Krańcowej niedoszłego samobójcę. Mężczyzna trafił do kliniki psychiatrii przy Szpitalnej. Tam jeden z ratowników miał wejść w spór z dyżurnym lekarzem, który poprosił go o asystę podczas przyjęcia chorego na oddział. Ratownik miał szarpać lekarza, gdy ten zagrodził mu drogę.
Jeden z ratowników miał też m.in. założyć na siebie - wbrew przepisom - żartobliwą kamizelkę z napisem: "Nie strzelać". Na początku kwietnia dyrekcja pogotowia postanowiła zwolnić obu pracowników.
Ratownicy zaprzeczają. - Nie doszło do szarpaniny. Opuszczając izbę, odsunąłem jedynie lekarza, który wbrew prawu zatarasował mi drogę - opowiadał wczoraj na oskarżenia Marcin Zieliński. Ale Leszek Sobieski, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego, twierdzi jednak, że przebieg zdarzenia uwiecznił szpitalny monitoring. - Zapis potwierdza wersję dyrekcji pogotowia - mówi.
Więcej: poznan.gazeta.pl
