O godz. 5.23 w czwartek do Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu zatelefonował młody mężczyzna prosząc o pomoc, gdyż poczuł się bardzo źle po zażyciu leków. Powiedział, że mieszka w Gródku nad Dunajcem i podał tylko numer domu.
Na wsi taka informacja jest praktycznie bezużyteczna w ustaleniu miejsca, gdzie trzeba dotrzeć. Numery domów nadawane są nie w zależności od usytuowania (jak w miastach), ale w kolejności ich budowania. Zaczął się dramatyczny wyścig z czasem.
Młody, bo 22-letni mężczyzna wpierw zatelefonował na numer alarmowy 112, prosząc o pomoc, ale nie był w stanie wytłumaczyć dyspozytorowi pracującemu w Tarnowie, gdzie się znajduje i jak można do niego dotrzeć. Moment później, o godz. 523 znów zatelefonował z prośbą o ratunek, ale wybierając numer 998, czyli alarmowy najbliższej Państwowej Straży Pożarnej, w tym przypadku Komendy Miejskiej w Nowym Sączu. Aspirant Marek Kuźmiak, pełniący służbę oficera dyżurnego Stanowiska Koordynacji Ratownictwa, rozmawiał z mężczyzną około sześciu minut. Będąc nie tylko strażakiem, ale również ratownikiem medycznym, chciał ustalić możliwie najbardziej precyzyjną lokalizację miejsca pobytu mężczyzny oraz dane na temat jego stanu. Młody człowiek podał, że przebywa w pomieszczeniu sutereny, gdyż tam śpi. W nocy przebudził się i nagle poczuł tak źle, że zażył tabletki. Niestety stan jego nie poprawił się, a drastycznie pogorszył. Nie miał sił, by dostać się na wyższą kondygnację, gdzie spała jego mama mogąca zająć się ratowaniem syna. 22-latek skorzystał z telefonu, który miał w zasięgu ręki.
Źródło: gazetakrakowska.pl
