- Wiele domów w Katmandu trzeba będzie wyburzyć - ocenił dr Wojciech Wilk, dyrektor Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. W Nepalu doszło do silnego trzęsienia ziemi. Zginęło co najmniej 3700 osób. Na miejscu są ratownicy z różnych krajów, również z Polski.
- Podstawowe potrzeby ludności są zabezpieczone, choć tysiące osób mieszkają w prowizorycznych szałasach i namiotach - powiedział dr Wilk po oględzinach stolicy Nepalu. Dodał, że wiele budynków ma popękane ściany i nadają się one tylko do wyburzenia.
Krzysztof Iwiński, wicedyrektor Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej komentując sytuację ze studia w Warszawie zauważył, że w Nepalu są teraz duże problemy z łącznością: sieć telefoniczna jest przeciążona, zniszczonych zostało wiele przekaźników.
Zespół ratunkowy Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej to kilkudziesięcioosobowa grupa strażaków, ratowników i lekarzy, która w zależności od sytuacji jest w stanie w ciągu 24 lub 48 godzin udać się w każdy rejon świata, by udzielać pomocy. Na co dzień pracują w pogotowiu, lotniczym pogotowiu ratunkowym i straży pożarnej. Nie są wynagradzani za pomoc ofiarom katastrof, pracują jako wolontariusze. Zespół z Polski pojawił się na miejscu katastrofy jako jeden z pierwszych.
Więcej: polskieradio.pl
