Nawet 800 lotów w ciągu roku wykonują nad stolicą śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Kiedy zajdzie konieczność, piloci potrafią wylądować nocą, na jezdni, w deszczu.
Najważniejszym zadaniem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego jest jak najszybszy transport pacjentów do takich szpitali, w których lekarze będą mogli uratować im życie. Czasu zazwyczaj jest bardzo mało. Zwłaszcza po wypadkach drogowych czy kolejowych, gdy ich ofiary doznają wielu, często bardzo poważnych obrażeń. Tak było niedawno na autostradzie A2 tuż pod Warszawą, gdy śmigłowiec musiał lądować na jezdni, by przetransportować ciężko rannego motocyklistę do szpitala.
Ekipy ratownicze przyznają jednak, że takich lotów do rannych w wypadkach drogowych nie jest dużo na terenie Warszawy. - W samej aglomeracji miejskiej loty nie mają większego sensu. Start helikoptera może odbyć się szybko, ale co z tego, skoro w mieście jest niewiele miejsc, gdzie mógłby wylądować - mówi Jakub Pawlak, ratownik medyczny LPR.
Dlatego w stolicy nawet do najtragiczniejszych zdarzeń wysyła się zwykłe karetki pogotowia. Ostatecznie to dyspozytor medyczny decyduje, kiedy i dokąd poderwać śmigłowiec. Poza wypadkami komunikacyjnymi są to najczęściej m.in.: upadki z wysokości, złamania, oparzenia, udary czy zawały.
Jak najbliżej zdarzenia
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe ma 17 stałych baz. W każdej dyżuruje jedna maszyna. Pozostałe pięć śmigłowców służy jako rezerwa w razie szkoleń, przeglądów lub usterek. W LPR służy 80 pilotów, tyle samo ratowników medycznych i ponad 100 lekarzy. Na Mazowszu działają dwie bazy: w Warszawie i Płocku. W każdej z nich do dyspozycji jest jeden helikopter. W stolicy w pogotowiu czuwa jednak ośmiu pilotów, ośmiu ratowników oraz sześciu lekarzy. Pracują na zmiany.
Śmigłowce LPR widoczne nad Warszawą służą do dwóch rodzajów lotów. Pierwsze to ratownicze. - Najczęściej latamy poza stolicę do wypadków, w tym tych drogowych czy kolejowych, oraz innych zdarzeń zagrażających życiu pacjentów - mówi Mariusz Mioduski, lekarz LPR. - Statystycznie częściej niż załogi karetek pogotowia ratujemy dzieci. Wtedy gdy dochodzi do ciężkich urazów ciała czy zatrzymania krążenia - dodaje.
W razie lotów ratowniczych śmigłowce LPR lądują tam, gdzie się da. - O tym decyduje pilot, ale stara się wybrać miejsce najbliżej zdarzenia. Często na drogach, łąkach, polach. Czasami na podwórku czy przy stodole. Wszystko ma jeden cel: skrócić do minimum czas pomiędzy dotarciem na miejsce, udzieleniem pierwszej pomocy i umieszczeniem pacjenta w śmigłowcu a przetransportowaniem go do szpitala. Bywa, że latamy nocą, w deszczu - opowiada Jakub Pawlak.
Więcej: warszawa.gazeta.pl
