Przepisy unijne nie przewidują, że ktoś porywa dziecko i łamie mu nogę. Zasłanianie się nimi przez NFZ, by odmówić opłacenia transportu z niemieckiego szpitala, jest nieludzkie, paskudnie urzędnicze - uważa europoseł prof. Bogusław Liberadzki.
Zachodniopomorski NFZ odmówił rodzicom 10-letniej Mai pokrycia kosztów transportu karetką z Niemiec do kliniki w Szczecinie (ok. 300 euro). Teraz rodzice czekają na decyzję w sprawie kolejnego rachunku - za rtg. złamanej nogi. I boją się, czy nadejdą jakieś następne faktury.
Transport karetką kosztuje
10-letnia Maja z Wołczkowa została porwana niemal spod swojego domu 14 kwietnia, gdy wracała ze szkoły. Po raz pierwszy w Polsce uruchomiono procedury Child Alert - systemu szybkiego powiadamiania o zaginionych czy porwanych dzieciach, których życie jest zagrożone. Komunikaty wyświetlane były m.in. na przystankach, dworcach, lotniskach. Dziewczynki szukali policjanci, pogranicznicy, strażacy i mieszkańcy przygranicznych miejscowości w Polsce i Niemczech. W niemieckim Friedland koło Anklam ktoś zauważył stojące na poboczu auto na polskich numerach. Powiadomił policję. Ta zatrzymała porywacza i uwolniła dziewczynkę. Maja ze złamaną nogą trafiła do szpitala w Neubrandenburgu. Dziecko w szoku, bariera językowa. Rodzice zdecydowali, że zabiorą ją do szczecińskiej kliniki. Dziewczynkę przewiozła karetka. I właśnie za ten transport nie zgodził się teraz zapłacić NFZ. Sprawę nagłośnił "Fakt".
NFZ: Wina przepisów
Fundusz stwierdził, że prawo, w tym unijne przepisy o koordynacji świadczeń, nie pozwalają mu tego zrefundować. Mama Mai dostała pisemną odpowiedź, że NFZ rozlicza koszty świadczeń "zdrowotnych udzielonych osobom ubezpieczonym, które stają się niezbędne ze wskazań medycznych, biorąc pod uwagę planowany czas pobytu, zgodnie z ustawodawstwem państwa pobytu".
- Zgodnie z prawem unijnym w innym kraju UE korzystamy z opieki zdrowotnej na zasadach obowiązujących w tym kraju - wyjaśnia Małgorzata Koszur, rzeczniczka NFZ w Szczecinie. - A w Niemczech za transport sanitarny płaci pacjent, nawet jeśli jest ubezpieczony. To znaczy, że polski pacjent też za to płaci. Być może gdyby rodzice zgodzili się na założenie gipsu i zbadanie dziewczynki w Niemczech, transport sanitarny nie byłby konieczny - mówi. Twierdzi, że już w niemieckim szpitalu rodzice powinni dostać informację, że taki transport będzie na ich koszt.
Zszkokowany urzędniczym podejściem
Rodzina dziewczynki jest zaskoczona także innymi argumentami z pisma dyrektora oddziału NFZ. Informuje on, że możliwe byłoby opłacenie przewozu, gdyby rodzice wcześniej wystąpili do NFZ o zgodę.
Więcej: szczecin.gazeta.pl
