Za brak numeru na ścianie budynku lub ogrodzeniu grozi mandat, ale w praktyce niemal nikt tego obowiązku nie egzekwuje. Kierowcy karetek klną, próbując po zmroku trafić pod odpowiedni adres, a ich koordynatorzy stają na głowie, by szybko trafili do celu
Właściciele posesji bardzo często zapominają o zamontowaniu numeru na swoich domach lub robią to w sposób nieprawidłowy. A nawet jeśli numer jest, to brakuje urzędniczej logiki w ich nadawaniu. W efekcie służby, które chcą trafić we wskazany adres, często mają z tym ogromne kłopoty.
– Najgorszej jest na terenach wiejskich. To jest tragedia, szczególnie jeśli na miejsce jedzie zespół, który nie zna danej wsi. Bardzo często bywa tak, że na ścianach w ogóle nie ma numerów albo ich nie widać. Mało tego - o ile w mieście stosowana jest zasada naprzemienności w numerach parzystych i nieparzystych po dwóch stronach ulicy, to na wsi nikt tego nie pilnuje – mówi Stanisław Gigoło, lekarz koordynator Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie.
W takich sytuacjach koordynatorzy muszą naprowadzać zespoły zdalnie, np. poprzez namierzanie numeru telefonu zgłaszającego lub za pomocą portalów geodezyjnych i zdjęć satelitarnych. – Korzystamy ze wszystkiego, bo czas ma tutaj ogromne znaczenie – podkreśla Gigoło.
W miastach często wcale nie jest lepiej.
Czytaj więcej: dziennikwschodni.pl
