Od 1 lipca w Śląskiem miało być 15 rejonów operacyjnych z trzynastoma dysponentami zespołów ratownictwa medycznego oraz dwoma podwykonawcami. Ale wdrażanie nowego systemu organizacyjnego Państwowego Ratwonictwa Medycznego napotyka trudności.
Nie udało się na przykład połączyć pogotowia lublinieckiego, kłobuckiego i częstochowskiego, z których - w myśl planów wojewody śląskiego - miał być utworzony jeden spójny rejon operacyjny. Na przeszkodzie stanęły m.in. względy formalnoprawne.
- Do końca tego roku nie będzie żadnych zmian organizacyjnych - powiedział portalowi rynekzdrowia.pl Leszek Łyko, dyrektor Stacji Pogotowia Ratunkowego w Częstochowie, który potwierdził, że 29 czerwca wojewoda zgodził się przesunąć termin wprowadzenia zmian w funkcjonowaniu Państwowego Ratownictwa Medycznego.
- Trzeba zacząć od uchwał rad powiatów i miast, które są organami założycielskimi pogotowia. W niektórych miejscowościach pogotowie działa jako oddziały szpitalne i trzeba wpierw wyłączyć je ze struktur szpitali. Zmiany formalnoprawne muszą być przeprowadzone, a na to potrzeba więcej czasu - zauważył Łyko.
Za tworzeniem dużych rejonów operacyjnych przemawia specyfika zagrożeń na Śląsku (katastrofy górnicze, budowlane, pożary obiektów przemysłowych). Ireneusz Ryszkiel, dyrektor wydziału nadzoru nad systemem opieki zdrowotnej w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim zapewniał nas, że duże rejony operacyjne pozwolą lepiej zarządzać systemem, także w sytuacji zdarzeń masowych.
Źródło: rynekzdrowia.pl

Komentarze