Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Robert Wyszpolski dobrze znany jest słupeckim kibicom, zwłaszcza piłkarskim. W ostatnim okresie pełnił funkcję ratownika medycznego na słupeckim stadionie, często udzielając pierwszej pomocy przedmedycznej.

Skąd się u Ciebie wzięło zamiłowanie do sportu?
Ja zawsze lubiłem sport, przede wszystkim piłkę nożną. Sam kiedy byłem młodszy grałem w piłkę, tak amatorsko. W wojsku mieliśmy swoją drużynę, w pogotowiu mieliśmy, chodziliśmy na orlika. Uwielbiam piłkę nożną, a do tego mój syn gra w SKP.
Skąd zamiłowanie do ratownictwa medycznego?

Sam nie wiem. Wyuczyłem się zwodu mechanika samochodowego. Później po wojsku w 1997 roku dostałem pracę wtedy jeszcze w kolumnie transportu sanitarnego - zaczynałem od warsztatu, później było lecznictwo otwarte i jeszcze później zacząłem dostawać dyżury w pogotowiu. Przyszedł taki okres, że człowiek jak chciał utrzymać tę pracę to trzeba było się uczyć, skończyć dwuletnią szkołę ratownictwa medycznego. Ja taką szkołę skończyłem w Poznaniu w Wielkopolskim Centrum Edukacji Medycznej i stwierdziłem, że to jest to, co w życiu chciałbym już tak naprawdę robić. Nie jakieś tam grzebanie przy samochodach, chociaż uwielbiam pomajstrować przy samochodzie, ale pomoc ludziom, ratowanie ich. To jest właśnie to co bym chciał robić w swoim życiu.
Lubisz piłkę nożną, jesteś jej kibicem, do tego jesteś “sportowym” ratownikiem medycznym. Można więc powiedzieć, że łączysz przyjemne z pożytecznym?
Dokładnie. Lubię kibicować SKP, jest to drużyna z mojego miasta rodzinnego, dlatego obojętnie w jakiej lidze będą grali, zawsze będę im kibicował, no a drugą moją ukochaną drużyną jest Lech.
Zanim przejdziemy do Lecha, czy podczas któregoś z meczu w Słupcy czy Zagórowie zaskoczyła Cię jakaś kontuzja?
W okresie, w którym obstawiałem mecze w Słupcy seniorów i juniorów oraz w Zagórowie seniorów, nie było drastycznych kontuzji. Choć w Zagórowie miałem takie jedno zdarzenie. Piłkarz dostał piłką i mu się odkleiła siatkówka, zabezpieczyłem go i przekazałem służbom medycznym, trafił do konińskiego szpitala, ale wszystko dobrze się skończyło. W Słupcy raz na meczu juniorów zawodnik drużyny przeciwnej miał pękniętą kość piszczelową. Zabezpieczyłem go, wezwałem chłopaków z zespołu ratownictwa z naszego szpitala. Więcej takich drastycznych przypadków nie było, częściej zdarzały się drobne kontuzje, urazy, które nie eliminowały chłopaków z dalszej gry. Więcej na łamach Kuriera Słupeckiego

Źródło: slupca.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account