- Szczegóły
- RatownikPL
- Kategoria: AKTUALNOŚCI PRASOWE
- Odsłony: 5974
Różnorodność terenu zarówno psom, jak i ich przewodnikom pozwala na doskonalenie wielu technik ratowniczych - tłumaczy Krzysztof Czaplicki, przewodniczący Podkomisji Psów Ratowniczych GOPR.
Rola psa w trakcie akcji ratowniczej jest ogromna. Jej powodzenie zależy nie tylko od przewodnika, ale i od sztabu ludzi zaangażowanych w szkolenie.
Centralne szkolenia psów ratowniczych Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego odbywają się trzy razy w roku. W sumie do ratowania wyznaczonych jest 25 psów. Są to głównie owczarki niemieckie i labradory.
Źródło: radio.katowice.pl
- Szczegóły
- RatownikPL
- Kategoria: AKTUALNOŚCI PRASOWE
- Odsłony: 4193
Konkurs jest odpowiedzią na nowy plan ratownictwa medycznego dla województwa mazowieckiego, zgodnie z którym region będzie obsługiwał jeden operator (do tej pory na tym terenie działały trzy stacje: w Radomiu, Iłży i Pionkach).
Na razie wpłynęła tylko jedna oferta z radomskiego pogotowia ratunkowego. Jak mówi Piotr Kowalski, dyrektor radomskiego pogotowia : „Formalnie startujemy sami, ale wskazaliśmy jednego podwykonawcę - to pogotowie w Iłży. Taką sama propozycję złożyliśmy pogotowiu w Pionkach, ale nie było zainteresowane współpracą”.
Radomskie pogotowie, aby spełnić wszystkie wymogi NFZ, musi jeszcze dokupić jedną karetkę – przystąpiło już do przetargu. Nie jest to problemem w konkursie. Potwierdza to Wanda Pawłowicz, rzeczniczka prasowa mazowieckiego oddziału NFZ. Jak mówi procedura konkursowa przewiduje, że oferenci mogą uzupełniać dokumentację i poprawiać błędy.
Wyniki konkursu poznamy 31 maja.
Źródło: wiadomosci.wp.pl
- Szczegóły
- RatownikPL
- Kategoria: AKTUALNOŚCI PRASOWE
- Odsłony: 4348
— Było już po godzinie 22, kiedy zadzwoniłam pod numer ratunkowy. Mówiłam, że bardzo boli mnie brzuch — relacjonuje mieszkanka miejscowości Stachy, gm. Wielbark. — Podano mi numer do lekarza pełniącego dyżur wyjazdowy w Szczytnie. Lekarka powiedziała, że nie przyjedzie.
Zgłosiła się do nas kobieta, która twierdzi, że nie udzielono jej właściwej opieki medycznej.
Z jej relacji wynika, że gdy potrzebowała pomocy lekarskiej, sama nie mogła dotrzeć do lekarza. Dzwoniła więc na numer ratunkowy i do nocnej i świątecznej wyjazdowej opieki lekarskiej. Mimo silnego bólu brzucha, nie doczekała się pomocy. Do najbliższej przychodni w Wielbarku zawiózł ją nad ranem sąsiad. — My nie mamy samochodu — tłumaczy kobieta. Tam lekarz zadecydował o natychmiastowym wezwaniu karetki. Tego samego dnia mieszkanka Stach przeszła operację.
O wyjaśnienie całej sytuacji poprosiliśmy Warmińsko-Mazurski Odział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia.
— Jeżeli w opisanej sytuacji pacjent poczuł się tak źle, to naturalne, że zadzwonił na pogotowie. Dysponent jest w tym momencie osobą decydują, czy stan pacjenta jest na tyle poważny (stan zagrożenia życia), że należy wysłać zespół ratownictwa medycznego, czy potrzebna jest tylko wizyta domowa w ramach opieki nocnej i świątecznej — wyjaśnia Magdalena Mil, rzecznik prasowy WM OW NFZ. — Decyzja dysponenta w opisanym przypadku była taka, że stan pacjenta nie wymaga interwencji ZRM i wskazano pacjentce numer telefonu do opieki nocnej. Tutaj decyzję o potrzebie wizyty domowej podejmuje lekarz pełniący dyżur w ramach umowy na opiekę wyjazdową. Nie miał on prawa odmówić wizyty domowej pacjentce pod warunkiem, że z jego wiedzy medycznej i informacji, jakie uzyskał od pacjentki, wynikało, że taka wizyta jest niezbędna.
- Szczegóły
- RatownikPL
- Kategoria: AKTUALNOŚCI PRASOWE
- Odsłony: 4468
Dwa śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego zadysponowano w piątek rano do akcji ratunkowej w kopalni "Krupiński" w Suszcu koło Pszczyny - poinformował dyrektor LPR Robert Gałązkowski.
Jak ocenił Gałązkowski, to "racjonalna decyzja", ponieważ umożliwi szybki i racjonalny transport poszkodowanych do specjalistycznych ośrodków umożliwiających np. leczenie oparzeń.
W piątek przed południem ratownicy dotarli do czterech rannych górników, uwięzionych od czwartkowego wieczora 820 m pod ziemią. Górnicy - ich stan nie był na razie znany - byli transportowani podziemnymi chodnikami w okolice szybu. Potem mieli być wywożeni na powierzchnię.
Do Suszca zadysponowano dwa Eurocoptery EC 135 z baz w Gliwicach i Krakowie. Oba przyleciały już przed kopalnię i oczekują na poszkodowanych górników.
- Szczegóły
- RatownikPL
- Kategoria: AKTUALNOŚCI PRASOWE
- Odsłony: 5949
Piątka młodych ludzi wypłynęła na jezioro wypożyczonym jachtem, który wywrócił się na bok. Wejście do kabiny znajdowało się około metra pod wodą. Została tam Marta, jej chłopak wrócił po nią. Troje pozostałych osób wydostało się na zewnątrz.
Strażacy nie dostali się do kabiny, gdzie para czekała na pomoc. Nie mieli nawet sprzętu do nurkowania. Postanowili przyholować łódź do brzegu. Trwało to kilkanaście minut. Marty i Sebastiana nie udało się uratować mimo reanimacji. Na miejscu przypadkiem znajdował się Adam Damięcki, instruktor WOPR z województwa łódzkiego. Miał sprzęt i zaoferował swoją pomoc. Chciał razem ze strażakami popłynąć na miejsce wypadku. Dowodzący akcją odmówił jednak wzięcia ratownika na pokład. – Będzie mnie to gryzło do końca życia. Miałem chęci, miałem sprzęt, a musiałem pozostać na brzegu – mówi ratownik. (Kle) Źródło: wiadomosci.onet.pl
