Pomorskie karetki, wozy strażackie i policyjne. Wszystkie regularnie przekraczają dozwoloną prędkość, ponieważ, gdy stawką jest ludzkie życie, liczy się każda sekunda. Za pośpiech służby ratunkowe muszą jednak później zapłacić, wysyłając wyjaśnienia do zdjęć, które zrobiły im fotoradary.
- Na początku nagminnie dostawaliśmy wezwania od Straży Gminnej, by wyjaśnić, czy przekraczając prędkość, jechaliśmy na sygnale, do pacjenta, u którego wystąpiło zagrożenie życia - mówi Dariusz Naczk, specjalista ds. logistyki i transportu na Pomorzu z Centrum Medycznego Falck. - Był to problem tak dużej skali, że wystosowałem pismo do komendantów. Podałem numery rejestracyjne pojazdów, które jeżdżą na sygnale. Teraz pisma przychodzą jedynie z Głównego Inspektoratu Transportu Samochodowego.
Z podobnym kłopotem spotkali się też pracownicy sopockiego pogotowia ratunkowego. - Fotoradar jest ustawiony na al. Niepodległości w miejscu, w którym karetka często przejeżdża.
W związku z tym dzwoniłem do GITD i proponowałem, by zrobić rejestr pojazdów uprzywilejowanych, dzięki czemu sprawy karetek "złapanych" przez fotoradar, z automatu byłyby anulowane - mówi Jan Jercha, kierownik transportu w Miejskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Sopocie.
- Niestety dowiedziałem się, że nie jest to możliwe, bo trzeba ustalić czy pojazd rzeczywiście jechał na sygnale.
O kłopocie z fotoradarami mówią też pracownicy bytowskiego szpitala. - Wśród gmin, które najczęściej nas "fotografują" jest Biały Bór i Człuchów - zdradza Ewa Wichłacz, rzecznik placówki.
Ale problem zdjęć wykonanych przez fotoradary dotyczy czasem także samych policjantów. Zdarza się, że i oni muszą się tłumaczyć, jeśli przekroczą prędkość i zostanie to uwiecznione przez urządzenia rejestrujące. - Mieliśmy sytuację, gdy otrzymaliśmy zdjęcia 18 pojazdów jadących w kolumnie. Było to podczas Mistrzostw Europy Euro 2012 - opowiada Janusz Staniszewski, naczelnik wydziału ruchu drogowego w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. - Musieliśmy oczywiście wyjaśnić tę sytuację. Nie był to jednak wielki problem.
Jak przyznaje rzecznik prasowy gdańskiej straży pożarnej, Tomasz Czyż, strażacy także co jakiś czas piszą wyjaśnienia, dotyczące przekroczenia prędkości. - Nie jest ich wiele. Gdy je przygotujemy, sprawy są anulowane.
Więcej: dziennikbaltycki.pl

Komentarze