Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Niektórzy strzelają do nich albo rzucają w nich nożami. Śmierć bawi się w podchody na każdym dyżurze. Do tego agresja, niewdzięczność, pretensje. Ale nic ich nie zrazi. Uparli się, by ratować bliźniego.

Niedawno obchodzili po cichu dziesiątą rocznicę istnienia swojej profesji. Po cichu, bo właściwie nikt o nich nie pamiętał.

Dokładnie 8.09.2006 r. ujrzała światło dzienne ustawa o państwowym ratownictwie medycznym i zawód ratownika medycznego stał się w Polsce faktem. 10 lat to mało. Zbyt mało, by w świadomości przeciętnego Polaka mogło utrwalić się kilka istotnych informacji.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Stadion opanowali terroryści. Sytuacja jest dramatyczna. W kilku miejscach doszło do eksplozji. Zamachowcy otworzyli ogień do tłumu. Tak zaczął się zamach w Paryżu przed rokiem, tak też wyglądał jeden z epizodów kultowych już zawodów "Paramedyk", dla służb cywilnych i wojska.

Zawody zainicjowali policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji i Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego w Gdańsku. - Kilka lat temu my policjanci zdaliśmy sobie sprawę, że podczas naszej służby coraz ważniejsze stają się umiejętności z zakresu medycyny taktycznej, czyli udzielania pomocy rannym w sytuacji zagrożenia – mówi komisarz Jarosław Przyjemczak zastępca dowódcy gdańskiego SPAP-u. Dlatego, w 2006 roku postanowili stworzyć "Paramedyka". Imprezę, która będzie platformą wymiany doświadczeń z zakresu ratownictwa medycznego dla wojska, policji i służb.

Pierwsza edycja ruszyła dwa lata później. "Paramedyka" zaczyna seminarium naukowe, potem są zawody dla ratowników pracujących w formacjach mundurowych o charakterze sił specjalnych. - Konkurencje, przed którymi stają zespoły, to zadania oparte na realnych sytuacjach lub bardzo prawdopodobnych scenariuszach zdarzeń i sytuacji kryzysowych – wyjaśnia Przyjemczak.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Od października pięć karetek „S” (specjalistyczne) zniknie z Wrocławia. Zastąpi je osiem karetek „P” (podstawowe). Czy wrocławianie powinni się obawiać? Pogotowie ratunkowe zapewnia, że nie. - To przekształcenie nie pogorszy sytuacji, a wręcz ją poprawi – odpowiada Andrzej Czyrek z wrocławskiego pogotowia ratunkowego.

Dotąd Wrocław i powiat wrocławski obsługiwało 25 karetek (22 działających całodobowo i trzy w wymiarze 12 godzin na dobę), z czego 11 to tzw. „S”, czyli ambulanse z lekarzami ratunkowymi w składzie załogi. Andrzej Czyrek, zastępca dyrektora ds. lecznictwa, podkreśla, że pogotowie ratunkowe nie ma jakichkolwiek zamierzeń zmniejszania liczby funkcjonujących zespołów ratownictwa medycznego. - W wyniku dotychczasowych analiz wojewoda dolnośląski uznał zasadność naszych wniosków o przekształcenie pięciu zespołów ratownictwa medycznego specjalistycznego w pięć podstawowych i zwiększenie zasobu dostępnych w obszarze miasta o dodatkowe trzy zespoły podstawowe działające w wymiarze 12 godzin na dobę każdy.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przeleciał w minioną sobotę ponad 84 km (w jedną stronę) z Krakowa do Bukowiny Tatrzańskiej, bo lekarze chcieli, by zabrał do szpitala pijanego uczestnika wypadku drogowego, którego najpoważniejszymi obrażeniami były... siniaki.

Choć taka sytuacja nie powinna się wydarzyć, bo lotniczy ambulans powinien być wzywany tylko do najgroźniejszych przypadków, nie ma co liczyć, że winnych takiego stanu rzeczy szybko uda się ustalić. Lekarze z Zakopanego przerzucają się bowiem odpowiedzialnością za bezpodstawne wezwanie helikoptera z dyspozytornią pogotowia w Krakowie. - Proszę mi uwierzyć, że ja nie potrafię zrozumieć, po co ten śmigłowiec w ogóle wysłano na Podhale - zastanawia się Ali Issa Darwich, ordynator zakopiańskiego pogotowia.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Do groźnie wyglądającej kolizji doszło w czwartek na ulicy Mikołowskiej w Tychach. Samochód osobowy zderzył się z karetką pogotowia ratunkowego.

Kolizja karetki pogotowia i samochodu osobowego Ze wstępnych ustaleń wynika, że karetka jechała na sygnale. Z ulicy Burschego wyjeżdżał natomiast samochód osobowy, nie ustąpił pierwszeństwa i uderzył w uprzywilejowany pojazd. Na szczęście nie było osób poszkodowanych.

Źródło: dziennikzachodni.pl

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account