Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Do trzech groźnych kolizji, w których wzięło udział sześć pojazdów, doszło dziś między godziną 7:30 a 8:00 na terenie miasta i powiatu grajewskiego. Jedno z aut stanęło w ogniu, który ugasił zespół pogotowia ratunkowego w Grajewie, drugie prowadził nietrzeźwy uczeń jadący do ZS w Niećkowie. Na szczęście skończyło się na drobnych urazach.

Do pierwszego z nich doszło około godziny 7:20 na krajowej 61-ce w rejonie skrzyżowania do miejscowości Toczyłowo i Szymany. Tam 62-letni kierowca gimbusa (mieszkaniec Grajewa), wykonując manewr skrętu w lewo, nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu kierującemu fordem mondeo (44-letniemu mieszkańcowi Grajewa), który aby uniknąć zderzenia z autobusem zjechał na lewy pas ruchu, gdzie zderzył się z jadącym z naprzeciwka peugeotem 206, którym kierował 58-letni mieszkaniec Rajgrodu. Wszyscy uczestnicy kolizji byli trzeźwi. Kierujący obu pojazdów z ogólnymi potłuczeniami ciała trafili do szpitala w Grajewie. Sprawca kolizji został ukarany mandatem karnym.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Pacjenci oraz Fundacja Gwiazda Nadziei oskarżają byłą minister zdrowia Ewę Kopacz o stosowanie przestarzałej metody leczenia wirusowego zapalenia wątroby typu B. Złożyli już doniesienie do prokuratury – informuje "Dziennik Gazeta Prawna".

Pacjenci i Fundacja uważają, że refundowana lamiwudyna dla niektórych chorych jest wręcz szkodliwa. - U 75 proc. osób leczonych tym lekiem po 5 latach dochodzi do mutacji wirusa - mówi Marek Józef z Fundacji. Dlatego – jak twierdzi – część chorych kupuje nowsze i bezpieczniejsze leki za własne pieniądze, ale nie wszystkich na to stać.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Szpital Jana Pawła II zmuszony jest do wykonywania jedynie zabiegów ratujących życie. Zabiegi planowane są przesuwane na przyszły rok. Wszystko przez brak pieniędzy - informuje "Gazeta Wyborcza".

Szpital nie dostanie pieniędzy za wszystkie nadwykonania, czyli operacje, które wykraczają poza kontrakt zawarty na początku roku z Narodowym Funduszem Zdrowia. A chodzi o niebagatelną kwotę 10 milionów złotych. - Co mieliśmy zrobić? Zamknąć szpital, który przynosi straty, czy przymknąć oko na zadłużenie i dalej przyjmować pacjentów? - pyta retorycznie Anna Prokop-Staszecka, dyrektor placówki.

NFZ zdecydował w poniedziałek, że nie będzie płacić za operacje, które nie kwalifikują się jako "ratujące życie".

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Ma napęd na cztery koła, a na wyposażeniu podstawowy sprzęt do ratowania życia. Mowa o nowej karetce w słupskim pogotowiu.

Nowy pojazd słupskiej stacji pogotowia ratunkowego to VW transporter 5.

– Jest mniejszy od naszych dotychczasowych karetek, ale za to pierwszy z napędem na cztery koła – mówi Mariusz Żukowski, dyrektor pogotowia w Słupsku. – Liczymy na to, że dobrze sprawdzi się w terenie, zwłaszcza w trudnych zimowych warunkach – dodaje.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Od kilkudziesięciu lat wiele osób, którym umierają bliscy, natychmiast wpada w dziurę prawną. Przekonała się o tym boleśnie rodzina z Bielska-Białej. Jak poinformował nas wnuk, jego 91-letnia babcia zmarła w fatalnych okolicznościach. Nie dość, że w domu, to jeszcze wieczorem, w dodatku w dzień wolny - we Wszystkich Świętych. Kto miał stwierdzić zgon w czasie, gdy lekarz rodzinny nie pracuje?

Jeśli rodziny mają szczęście w nieszczęściu - bliski odchodzi w szpitalu, hospicjum i najlepiej - w ciągu dnia. Wówczas albo lekarz zatrudniony w danej instytucji, albo lekarz rodzinny - stwierdza zgon. Niestety, w czasie świąt lub w nocy sprawy się mocno komplikują.

- Babcia odeszła między godziną 19 a 20 w dniu 1 listopada - informuje Jakub K. z Bielska-Białej. - Zadzwoniłem na pogotowie ratunkowe, zgłaszając, że właśnie umarła moja babcia i chciałbym, aby lekarz stwierdził zgon.

Takich telefonów rodzina wykonała kilka. Dowiedziała się od dyżurnej pogotowia bielskiego, że ma ono 3 godziny, by zgon stwierdzić. Podobno padła też odpowiedź, że "pogotowie nie będzie się spieszyć, bo nie ma do czego". Jak twierdzi wnuk, przyjechało po upływie ponad 3 godzin, a lekarz był obecny przy zmarłej jedynie 10 minut.

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account