Dyrekcja Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego wprowadziła wytyczne, które zagrażają zdrowiu i życiu pacjentów: ratownicy medyczni mają transportować pacjenta do szpitala wskazanego przez władze pogotowia, zamiast - jak nakazuje polskie prawo - do najbliższej placówki.
To często wydłuża czas przejazdu. Zamiast szybkiego transportu do najbliższego szpitala, karetki muszą kluczyć zakorkowanymi ulicami, aby dotrzeć do placówki wskazanej przez dyrekcję pogotowia.
Wypadek w okolicach jednego z krakowskich szpitali.Potrącona zostaje młoda dziewczyna.Ratownicy decydują się ją przewieźć do najbliższej placówki. Tam jednak lekarz dyżurny uznaje, że kobiecie nie zagraża niebezpieczeństwo. Chce, żeby ratownicy zabrali ją do innego ośrodka. Powołuje się na "wytyczne" dyrekcji pogotowia.
Inna sytuacja: Okolice jednego ze szpitali w centrum miasta. Noc. Na podjeździe stoi karetka. Ratownicy na przyjęcie pacjenta czekają już blisko godzinę. Lekarz dyżurny uważa, że poszkodowany, który został przywieziony, powinien trafić do innej placówki. Ostatecznie doktor lituje się nad ratownikami i pozwala im zostawić pacjenta "u siebie". Dodaje jednak, że to "wbrew ustaleniom".
Takich zdarzeń krakowscy ratownicy w rozmowie z Onetem przytaczają znaczeni więcej. Proszą, aby imiona i nazwiska zostały do wiadomości redakcji oraz, aby nie podawać nazw szpitali. Nie chcą zostać zidentyfikowani.
Historie, które opowiadają, są wynikiem stworzonej przez władze pogotowia tzw. rejonizacji – każda ulica w mieście przypisana jest do konkretnego szpitala.
W efekcie karetki zamiast szybko dostarczyć pacjenta do najbliższej placówki, jadą do innej, tracąc czas. Po drodze mijając inne szpitale.
Czytaj więcej: wiadomosci.onet.pl

Komentarze