Ratowników z Gdyni nie stać na to, by cumować swoje motorówki w gdyńskiej marinie, więc stacjonują w helskim porcie. Żeby dotrzeć do Gdyni potrzebują co najmniej 30 minut, ale tylko w idealnych warunkach, przy złej pogodzie podróż może trwać nawet trzykrotnie dłużej.
– Ich akcje nie są ratownicze, tylko poszukiwawcze – mówi prezes WOPR z Gdyni. - Plażowicze są bezpieczni - odpowiadają przedstawiciele mariny.
Do tej pory gdyński WOPR na cumowanie łodzi w miejscowej marinie jachtowej płacił zaledwie 100 zł za sezon – tyle ile łódki asekuracyjne (np. łódki trenerskie klubów jachtowych). W tym roku zmieniono regulamin oraz cennik i WOPR musiałby zacząć płacić jak każdy inny klient, czyli nawet kilka tysięcy złotych rocznie.
Czytaj więcej: tvn24.pl

Komentarze
szkoda słów.