Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
ImageRada Powiatu Kościańskiego jednogłośnie wyraziła negatywną opinię o Wojewódzkim Planie Działania Systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne dla Województwa Wielkopolskiego.

- O opinię w sprawie planu do powiatu zwrócił się wojewoda wielkopolski – powiedziała przewodnicząca Iwona Bereszyńska, przypominając, że starosta Andrzej Jęcz po analizie planu trzykrotnie (17 stycznia, 25 lutego i 11 marca) wyrażał swą negatywną opinię dotyczącą przewidywanego rejonu operacyjnego, miejsca stacjonowania zespołu ratownictwa medycznego dla gminy Krzywiń. – Starosta wnioskował o ponowne rozpatrzenie tej kwestii i przyjęcie rozwiązań poprawiających sytuację. Opinia nie została uwzględniona i plan będzie obowiązywał od 1 lipca 2011 roku. Ponieważ zaproponowane rozwiązania godzą w bezpieczeństwo mieszkańców powiatu, rada pragnie poprzeć działania przewodniczącego zarządu i wyrazić negatywną opinię o zmianach w systemie ratownictwa proponowanych przez wojewodę.

Zgodnie z wojewódzkim planem mieszkańcy gminy Krzywiń będą wyłączeni z obszaru działania karetek stacjonujących w Kościanie, co oznacza, że wydłuży się droga do szpitala. Dodatkowo system rozbija współdziałanie ratownictwa medycznego i Państwowej Straży Pożarnej, których obszar działania nie zawsze będzie się pokrywał. Oznacza to, że do zdarzenia drogowego w Krzywiniu przyjadą strażacy z Kościana i pogotowie z Leszna.
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
ImageDroga wojewódzka nr 367, która w sobotę po wypadku busa była zablokowana w okolicach miejscowości Mysłakowice (Dolnośląskie), jest już przejezdna. Po dachowaniu auta do szpitala trafiło 16 osób.

54-letni kierowca busa, który spowodował wypadek, miał niemal dwa promile alkoholu w organizmie. Według ustaleń policji, wyprzedzając inny samochód stracił on panowanie nad pojazdem i uderzył w barierkę. Bus, w którym jechało 16 młodych sportowców, w wieku od 15 do 17 lat, dachował.

Poważniej ranne zostały dwie osoby. "Początkowo do szpitala trafiło czterech chłopców, jednak później reszta pasażerów zaczęła uskarżać się na bóle i również została przewieziona na badania" - powiedziała PAP rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze Edyta Bagrowska. Poszkodowani przebywają na badaniach w szpitalach w Jeleniej Górze i Kowarach.

Obecnie w miejscu, w którym doszło do wypadku, nie ma już utrudnień w ruchu. Trasa była nieprzejezdna przez ponad cztery godziny.

Źródło: wiadomosci.onet.pl

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

ImageTrzy pierwsze miesiące roku to 100 wypadków z udziałem motocyklistów. 12 z nich zginęło, a będzie gorzej, bo robi się coraz cieplej, ostrzega policja. - Apelujemy, aby miłośnicy jednośladów na drogach kierowali się rozsądkiem - prosi Karol Jakubowski z wydziału prasowego Komendy Głównej Policji.

Od stycznia do końca marca w wypadkach na polskich drogach zostało rannych 88 motocyklistów, a 12 zginęło. Dla porównania przed rokiem w pierwszych trzech miesiącach w 97 wypadkach z udziałem motocykli zginęło 15 osób, a 84 zostały ranne.

- Jest coraz cieplej i rozpoczyna się sezon na jazdę motocyklami. Suche drogi i dodatnia temperatura to warunki, które sprzyjają wyjazdom motocyklowym - mówi Jakubowski.

Jak przypomina, pod koniec marca policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego we Wrocławiu zatrzymali motocyklistę, który w miejscu z ograniczeniem prędkości do 110 km/h jechał 235 km/h. Funkcjonariuszom tłumaczył, że chciał wypróbować maszynę.

Prędkość i wyprzedzanie 

Jakubowski podkreśla w rozmowie z PAP, że główną przyczyną wypadków jest nadmierna prędkość. - Często motocykliści giną, ponieważ jadąc z nadmierną prędkością natrafiają na jakąś przeszkodę lub tracą panowanie nad pojazdem - mówi.

Oprócz tego często zdarza się nieprzepisowe wyprzedzanie, które często prowadzi do wypadku. - Motocykliści powinni pamiętać także o dobrym oznakowaniu. Aby być widocznym dla innych kierowców należy nosić kamizelki odblaskowe - dodaje Jakubowski.

Źródło: tvn24.pl

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
ImageGdyńskie pogotowie wzbogaciło się w czwartek oficjalnie o dwie nowoczesne karetki przewozowe. Pieniądze - prawie 700 tysięcy złotych - na uroczyście poświęcone nowe mercedesy vito pochodzą z wygranego ponad rok temu procesu z Narodowym Funduszem Zdrowia.

- Łącznie fundusz musiał nam zapłacić 2,2 mln złotych - mówi dr Marian Kentner, dyrektor gdyńskiej stacji pogotowia ratunkowego. - W ubiegłym roku za pieniądze z Unii Europejskiej zakupiliśmy także dwa mercedesy, do których trzeba jednak było dołożyć z wygranej 25 proc. ceny. Resztę wydaliśmy na dwie premie i "trzynastkę" dla pracowników.

Lekarzom, ratownikom i dyspozytorom gdyńskiego

pogotowia należały się premie. Przez sześć lat stacja zaciskała pasa, grając przed sądem va banque z Narodowym Funduszem Zdrowia. Sprawa dotyczyła powoli odchodzącej w niepamięć ustawy 203, nakazującej przed jedenastoma laty dyrektorom placówek służby zdrowia wypłatę podwyżek. Ustawę uchwalono pod naciskiem strajkujących pielęgniarek, zapominając równocześnie o wskazaniu, skąd owi dyrektorzy mają wziąć pieniądze. Postawieni pod ścianą dyrektorzy szpitali i stacji pogotowia wypłacali większe pensje, doprowadzając do dramatycznego zadłużenia swoich placówek.

Po kilku latach prawnego bałaganu Trybunał Konstytucyjny wskazał wreszcie, że płatnikiem powinien być Narodowy Fundusz Zdrowia. NFZ jednak także postanowił oszczędzać pieniądze i szpitalom oraz stacjom pogotowia proponował ugody. Dyrektorzy mieli wybór - albo dostać od razu część należnej
kwoty i zrezygnować z roszczeń, albo dochodzić swoich praw przez kolejne lata przed sądami.

Pogotowiu w Gdyni postawiono warunek: - Albo bierzecie 284 tysiące, albo nic. Przy wsparciu władz samorządowych Gdyni oraz wspomagane społecznie przez kancelarię mec. Romana Nowosielskiego pogotowie przystąpiło do walki.
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

ImageDo 5 lat więzienia grozi lekarzowi oskarżonemu o błąd w sztuce. Nie zabrał on pacjenta do szpitala uznając, że cierpi z powodu nerwicy. Pokrzywdzony miał zawał serca, w wyniku którego zmarł.

Akt oskarżenia w tej sprawie skierowała do sądu Prokuratura Rejonowa z Nowej Soli, a dotyczy on wydarzeń z 30 sierpnia 2007 r.

Wcześniej tego dnia pokrzywdzony przeżył silne emocje związane z informacją o pożarze swojego kiosku. Po powrocie do domu zaczął uskarżać się na bóle w klatce piersiowej. Nie chciał, by rodzina wzywała pogotowie, ale późnym wieczorem objawy nasiliły się i jego żona wezwała pomoc. Pogotowie dotarło po kwadransie.

W skład zespołu karetki wchodzili lekarz oraz ratownik medyczny. Po wywiadzie i badaniu lekarz zdiagnozował nerwicę, podano dożylnie leki, a ponieważ dolegliwości były mniejsze, pogotowie opuściło mieszkanie. Krótko potem stan chorego pogorszył się, a jego żona ponownie wezwała karetkę. U pacjenta stwierdzono zatrzymanie krążenia, po 30 minutach stwierdzono jego zgon.

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account