Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Dyrektor chrzanowskiego szpitala chce zwolnić ratowników etatowych i zatrudnić ratowników na kontraktach. Ale pomimo trzech konkursów, nikt się nie zgłosił do pracy.

Zwolnienia mogą objąć 27 ratowników medycznych pracujących w chrzanowskim szpitalu na etacie. Konflikt między nimi a dyrekcją chrzanowskiego szpitala trwa od dawna.

Ratownicy zaproponowali niedawno podniesienie stawki kontraktowej o 4 zł w stosunku do obecnie obowiązującej. Otrzymują oni obecnie 26 zł. Chcieli 30 zł, argumentując, że pielęgniarka na kontrakcie otrzymuje niemal 40 zł. Podobnie technicy RTG.

Bardzo niska stawka
Dyrekcja szpitala nie zgadza się jednak na to. Zamiast tego zdecydowała, że w związku z likwidacją zespołów wyjazdowych zwolni 27 ratowników pracujących na etacie i zatrudni ratowników na kontraktach. Problem jednak w tym, że do dziś szpital ogłosił już trzy konkursy, ale nikt się do nich nie zgłosił. Według ratowników powodem jest bardzo niska stawka kontraktowa, czyli właśnie 26 zł.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Kontrowersje. Najpierw Jerzego Śliwę niezbyt kulturalnie potraktowali policjanci, ale jeszcze bardziej bulwersuje zachowanie ratownika medycznego z ambulansu, który przyjechał po niego, gdy zemdlał.

Wszystko nagrało się na telefon komórkowy. 19 czerwca był jednym z najgorszych dni w życiu Jerzego Śliwy. O ile nie najgorszym... 52-letni krakowianin to zawodowy mediator oraz m.in. wykładowca Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Historia, której był uczestnikiem, zaczyna się na osiedlu Handlowym w Nowej Hucie. Z relacji pana Jerzego wynika, że przed godz. 18 wracał z zakupami do mieszkania. Zauważył stojący częściowo na trawniku radiowóz, z włączonymi sygnałami świetlnymi, w którym siedziało trzech policjantów. Poszedł więc zwrócić im uwagę, że nie mogą tam stać. Już wcześniej widział zaparkowane w tym miejscu radiowozy. Tym razem postanowił interweniować. Poprosił mundurowych, by podali swoje dane. W tym momencie z samochodu jeden z nich wysiadł. Zwrócił uwagę, że pan Jerzy przeszedł przez ulicę w niedozwolonym miejscu.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Pięć nowych samochodów trafiło do Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu. Trzy z nich będą stacjonować w podstacjach na terenie powiatu, a dwa zasilą flotę karetek transportowych WSPR w Poznaniu.

Zakup samochodów marki Mercedes Sprinter był możliwy dzięki wsparciu samorządów.

Trzema nowymi mercedesami jeździć będą zespoły ratownictwa medycznego w Buku, Stęszewie i Ludwikowie.

Zakup tych pojazdów to koszt prawie 1,2 milionów złotych. Za dwa samochody, które używane będą do transportu medycznego zapłacono 779 tysięcy złotych.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Kierowca karetki Ochotniczego Sztabu Ratownictwa, który w piątkowe popołudnie spowodował w Łodzi groźny wypadek nie miał pozwolenia, by jechać na sygnale. Jeśli usłyszy prokuratorskie zarzuty i stanie przed sądem, będą mu groziły nawet trzy lata więzienia.

Do wypadku doszło na skrzyżowaniu ulic Kilińskiego i Nawrot. Karetka jadąca tą pierwszą, na sygnale, przecinała skrzyżowanie na czerwonym świetle. 55-latek podróżujący Fiatem Tipo wjechał na nie, mając zielone. Pojazdy się zderzyły, a kierowca samochodu, a także pieszy, który był akurat w pobliżu, doznali obrażeń (szerzej pisaliśmy o tym TUTAJ).

Siedzący za kierownicą karetki 39-latek, aby szybciej dojechać do celu – Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa przy ul. Franciszkańskiej – włączył sygnał dźwiękowy. Nie dostał na to pozwolenia od dyspozytora.

Kurs był wykonywany na zlecenie Pabianickiego Centrum Medycznego, które w grudniu ubiegłego roku zawarło z Ochotniczym Sztabem Ratownictwa umowę na transport krwi. Zdarza się, że prosi o dostarczenie jej jak najszybciej.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Ratownicy medyczni muszą się czuć bezpiecznie. Przyjeżdżają, żeby pomóc. Ale o agresji ze strony pacjentów słyszymy coraz częściej. Kończy się wyrokami, karami pieniężnymi. Za każdym razem ratownik musi się mieć na baczności.

Podobnie było w przypadku pana Mateusza. Do redakcji Olsztyn.wm.pl przysłał list, w którym opisał nieprzyjemną interwencję.

„Jestem ratownikiem medycznym w olsztyńskim pogotowiu. W związku z narastającą agresją w stosunku do ratowników chciałbym podzielić się z państwem historią z jednego dyżuru. Pacjent pluł, obrażał, kopał nas i sprzęt medyczny. Podaliśmy pana do sądu i wygraliśmy sprawę. Trzy miesiące aresztu i 2000 złotych zadośćuczynienia dla każdego członka zespołu”.

Pan Mateusz dobrze pamięta ten dyżur. — To była noc. 17 października ubiegłego roku — wspomina. — Wezwano nas przed jeden ze znanych olsztyńskich klubów do pacjenta z podejrzeniem zaburzeń psychicznych. Okazało się, że nasz pacjent na dyskotece został zaatakowany gazem pieprzowym w oczy. Przez to miotał się po osiedlu, a ktoś, kto to widział, musiał to odebrać jako chorobę i zadzwonił po pogotowie. Gdy w końcu odszukaliśmy poszkodowanego, co nie było łatwe, zachowywał się całkiem normalnie, przynajmniej w pierwszych chwilach udzielania pomocy. W takich przypadkach w zasadzie jedyną skuteczną pomocą jest przemycie oczu chłodną wodą — tłumaczy ratownik. — W trakcie wykonywania tych czynności przyjechała policja, którą również wzywa się do tego typu zgłoszeń, między innymi w celu zagwarantowania bezpieczeństwa ratownikom. Rozpoczęliśmy transport poszkodowanego do szpitala (taka jest procedura — red.). Chociaż istniała możliwość obecności policjanta w karetce, nie zdecydowaliśmy się na to. Poszkodowany mężczyzna, mimo że był pod wpływem alkoholu, zachowywał się poprawnie i nie przejawiał żadnych oznak agresji — dodaje.

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account